Czekasz na profesora, przychodzi asystent



Przykliniczne poradnie słyną z tego, że kolejki na wizyty są tu najdłuższe. Do neurologa czeka się ponad 5 miesięcy, gastroeneterologa i okulisty – około osiem miesięcy, kardiologa – ponad 6 miesięcy.

Jak klinika, to profesor
Przekonał się o tym naszych Czytelnik. Czekał kilka miesięcy, żeby dostać się do najlepszego w województwie specjalisty od chorób serca. Kilka dni temu zgłosił się na wizytę. – Cierpię na duszności, mam podwyższone ciśnienie. Miałem nadzieję, że przyjmie mnie co najmniej doktor medycyny. To dlatego czekałem w kolejce – mówi nasz Czytelnik. – Jednak w poradni badał mnie zwykły lekarz, który nawet nie ma specjalizacji. To zwykłe oszukiwanie ludzi. Gdybym wiedział, że tak będzie, poszedłbym do innej poradni, gdzie nie trzeba tyle czekać. Albo zapłacił i poszedł prywatnie do profesora.

Bo muszą się uczyć
Bogusław Poniatowski, szef Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego przyznaje, że takie rzeczy się zdarzają. Dlaczego? Na to pytanie odpowiada na przykładzie poradni kardiochirurgicznej.
– W szpitalu jest tylko dwóch lekarzy, którzy mają specjalizację z kardiochirurgii. Gdyby musieli przyjmować w poradni nie byłoby komu przeprowadzać operacji. Dlatego w poradniach przyjmują inni lekarze, którzy od kilku lat pracują w klinice. Mają doświadczenie, są przygotowani merytorycznie i często są w trakcie robienia specjalizacji lub na jej ukończeniu – mówi Bogusław Poniatowski. I dodaje: – Oczywiście, każde trudne przypadki konsultują ze swoimi przełożonymi. To szefowie poszczególnych klinik odpowiadają za to, co się dzieje w jego poradni.
Co na to Narodowy Funduszu Zdrowia? – Zgodnie z przepisami nad przyszpitalną poradnią nadzór musi sprawować specjalista. Ale przyjmować może inny lekarz – wyjaśnia Grażyna Pawelec, rzeczniczka podlaskiego NFZ. Przyznaje, że NFZ wprowadził takie rozwiązanie m.in. dlatego, żeby umożliwić kształcenie lekarzy.

Autor artykułu: Anna ŁUBIAN

Comments are closed.