Niepotrzebnie – uspokaja Danuta Głowacka-Mazur, wicedyrektor Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. – Potrzebujemy tych informacji, by przedstawić Radzie Europy, jak Polska wywiązuje się z obowiązku ochrony mniejszości narodowych.
Samorządowcy otrzymali pismo z urzędu wojewódzkiego w piątek. Mają sprawdzić, ilu przedstawicieli mniejszości narodowych jest w lokalnych władzach, jakie pełnią funkcje i ilu w ogóle startowało w wyborach. Do pisma dołączone są tabelki, w których należy wpisać nazwiska ludzi z mniejszości pełniących funkcje. Nie wyjaśniono jednak, po co te informacje. Prośba adresowana jest w sumie do trzydziestu powiatów, gmin, urzędów miast i do urzędu marszałkowskiego. Większość adresatów zamierza ją zignorować.
Nie wiem
- Nie odpowiem na to pismo – zapowiada Janusz Krzyżewski, marszałek województwa ubiegłej kadencji. – Nie uważam, że należy z tego klucza oceniać władze samorządowe, ani w trybie administracyjnym ustalać, ilu jest we władzach przedstawicieli mniejszości. Trudno nie uznać, że jest to znowu dzielenie na swoich i nie swoich. Kandydujący nie podają informacji o tym, jakiej są narodowości. Mogę więc na to pismo odpowiedzieć jednym słowem: nie wiem.
- We wszystkich rubrykach postawię kreski – mówi Witold Liszkowski, wójt Puńska. – U nas Litwini nie wspierali żadnego komitetu lokalnego ani partii. Prywatnie wiem, kto jest jakiej narodowości, znamy się tu przecież, ale nie będę tego podawał w oficjalnych pismach.
Podobnie zrobi starosta hajnowski i burmistrz Kleszczel Aleksander Sielicki: – W naszej gminie w wyborach startował Białoruski Komitet Ludowy. Podam więc, kto w nim był, ale dodam, że można tylko domniemywać, że jego członkowie to Białorusini, bo przecież mogą w nim być także obywatele narodowości polskiej. Ja nie mam wątpliwości, że ta sprawa ma podtekst polityczny.
Samorządowcy mają też problem, jak w praktyce tę sprawę załatwić.
- Radni nigdzie nie wpisują, jakiej są narodowości, więc jak? – zastanawia się jeden z nich. – Mam podejść i zapytać: “Panie Jasiu, a pan to jesteś Białorusin czy Ukrainiec?”.
Europa chce wiedzieć
- Nie ma w tym żadnej politycznej intencji – zapewnia Głowacka-Mazur. – W innych województwach nie było żadnego poruszenia. Chodzi o orientację. Co trzy lata minister MSWiA ma obowiązek przygotować raport dla Rady Europy o mniejszościach narodowych w RP. Europejscy eksperci są zainteresowani, ilu przedstawicieli mniejszości jest we władzach, czy mają realny wpływ na życie lokalnych społeczności, czy startują w wyborach. Zapytałam więc o to pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych.
- Dostałem polecenie z ministerstwa i zwróciłem się z tym do organów samorządowych – mówi Leszek Koleśnik, pełnomocnik wojewody, który sygnował pismo.
- Mniejszości są zbyt nieufne. Nam chodzi raczej o to, żeby dać, ułatwić, a nie zabrać. Chcemy sprawdzić, na ile ordynacja wyborcza daje mniejszościom szansę na udział we władzy – tłumaczy Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych.
- Nie widzę w tym nic złego – uważa Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista, radny sejmiku z listy Forum Mniejszości Podlasia. – Państwo ma prawo wiedzieć, ilu przedstawicieli mniejszości uczestniczy w życiu politycznym kraju. Cieszę się, że odbywa się to jawnie. Tylko samorządowcy powinni wiedzieć, jaki jest cel takich pytań.
Autor artykułu: Urszula Dąbrowska