Raport mniejszości

January 30th, 2007


Niepotrzebnie – uspokaja Danuta Głowacka-Mazur, wicedyrektor Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. – Potrzebujemy tych informacji, by przedstawić Radzie Europy, jak Polska wywiązuje się z obowiązku ochrony mniejszości narodowych.

Samorządowcy otrzymali pismo z urzędu wojewódzkiego w piątek. Mają sprawdzić, ilu przedstawicieli mniejszości narodowych jest w lokalnych władzach, jakie pełnią funkcje i ilu w ogóle startowało w wyborach. Do pisma dołączone są tabelki, w których należy wpisać nazwiska ludzi z mniejszości pełniących funkcje. Nie wyjaśniono jednak, po co te informacje. Prośba adresowana jest w sumie do trzydziestu powiatów, gmin, urzędów miast i do urzędu marszałkowskiego. Większość adresatów zamierza ją zignorować.

Nie wiem

- Nie odpowiem na to pismo – zapowiada Janusz Krzyżewski, marszałek województwa ubiegłej kadencji. – Nie uważam, że należy z tego klucza oceniać władze samorządowe, ani w trybie administracyjnym ustalać, ilu jest we władzach przedstawicieli mniejszości. Trudno nie uznać, że jest to znowu dzielenie na swoich i nie swoich. Kandydujący nie podają informacji o tym, jakiej są narodowości. Mogę więc na to pismo odpowiedzieć jednym słowem: nie wiem.

- We wszystkich rubrykach postawię kreski – mówi Witold Liszkowski, wójt Puńska. – U nas Litwini nie wspierali żadnego komitetu lokalnego ani partii. Prywatnie wiem, kto jest jakiej narodowości, znamy się tu przecież, ale nie będę tego podawał w oficjalnych pismach.

Podobnie zrobi starosta hajnowski i burmistrz Kleszczel Aleksander Sielicki: – W naszej gminie w wyborach startował Białoruski Komitet Ludowy. Podam więc, kto w nim był, ale dodam, że można tylko domniemywać, że jego członkowie to Białorusini, bo przecież mogą w nim być także obywatele narodowości polskiej. Ja nie mam wątpliwości, że ta sprawa ma podtekst polityczny.

Samorządowcy mają też problem, jak w praktyce tę sprawę załatwić.

- Radni nigdzie nie wpisują, jakiej są narodowości, więc jak? – zastanawia się jeden z nich. – Mam podejść i zapytać: “Panie Jasiu, a pan to jesteś Białorusin czy Ukrainiec?”.

Europa chce wiedzieć

- Nie ma w tym żadnej politycznej intencji – zapewnia Głowacka-Mazur. – W innych województwach nie było żadnego poruszenia. Chodzi o orientację. Co trzy lata minister MSWiA ma obowiązek przygotować raport dla Rady Europy o mniejszościach narodowych w RP. Europejscy eksperci są zainteresowani, ilu przedstawicieli mniejszości jest we władzach, czy mają realny wpływ na życie lokalnych społeczności, czy startują w wyborach. Zapytałam więc o to pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych.

- Dostałem polecenie z ministerstwa i zwróciłem się z tym do organów samorządowych – mówi Leszek Koleśnik, pełnomocnik wojewody, który sygnował pismo.

- Mniejszości są zbyt nieufne. Nam chodzi raczej o to, żeby dać, ułatwić, a nie zabrać. Chcemy sprawdzić, na ile ordynacja wyborcza daje mniejszościom szansę na udział we władzy – tłumaczy Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych.

- Nie widzę w tym nic złego – uważa Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista, radny sejmiku z listy Forum Mniejszości Podlasia. – Państwo ma prawo wiedzieć, ilu przedstawicieli mniejszości uczestniczy w życiu politycznym kraju. Cieszę się, że odbywa się to jawnie. Tylko samorządowcy powinni wiedzieć, jaki jest cel takich pytań.

Autor artykułu: Urszula Dąbrowska

Tur zrobił swoje, Żubry zawiodły

January 29th, 2007


Przed meczem gracze Tura powtarzali, że chcą wygrać z Polonią i pomóc białostoczanom w awansie do I ligi. Mało kto wierzył, że może im się udać. Zespół z Warszawy ma w składzie trzech doświadczonych koszykarzy: Leszka Karwowskiego, Krzysztofa Sidora i Arkadiusza Miłoszewskiego, którzy jeszcze w poprzednim sezonie występowali w ekstraklasie.

Rewelacyjny początek

Miłoszewski w meczu z Turem nie zagrał. Goście byli i tak pewni, że z Bielska Podlaskiego wrócą z dwoma punktami. Zlekceważyli rywali i zapłacili za to bardzo wysoką cenę.

Tur rozpoczął rewelacyjnie. Gospodarze prowadzili 20:4. Sytuacja na boisku trochę zaniepokoiła trenera Polonii i natychmiast na parkiecie pojawił się Sidor. Rywale uspokoili grę, zmniejszyli straty, a na początku czwartej kwarty wygrywali 65:58.

Zawodnicy Tura byli jednak bardzo zdeterminowani do tego, żeby ograć wicelidera. Po tym, jak z powodu kontuzji z parkietu zszedł w decydującym fragmencie meczu Sidor, a sam Karwowski niewiele mógł zdziałać, gospodarze stanęli przed olbrzymią szansą na zwycięstwo. W końcówce zagrali koncertowo i udowodnili, że są w stanie wygrywać z najlepszymi.

- Bardzo cieszę się z tego zwycięstwa. Szkoda tylko, że Żubrom nie udało się wygrać w Sopocie – podsumowuje Andrzej Sinielnikow, trener Tura. – Polonia jest przekonana o swojej wyższości nad innymi zespołami. Nawet gdy wysoko przegrywała, jej trener nie reagował. Tym razem to my byliśmy górą – ocenia szkoleniowiec bielszczan.

Zabrakło skuteczności

- Bardzo żałuję punktów, które straciliśmy w Sopocie. Dzięki zwycięstwu Tura, ciągle jesteśmy w grze o pierwszą ligę – mówi Kubiak.

Szkoleniowiec białostoczan obawiał się spotkania z Prokomem. Powtarzał, że długa, męcząca podróż w dniu meczu może mieć niekorzystny wpływ na zespół.

- Wyjechaliśmy wcześnie rano. Na miejsce dotarliśmy około 15. Mieliśmy chwilę na rozprostowanie kończyn i trzeba było grać. Na początku rzeczywiście widać było brak świeżości, ale to była pośrednia przyczyna naszej porażki – tłumaczy trener białostoczan. – Przegraliśmy, bo brakowało nam skuteczności. Żadnemu zawodnikowi nie szło. Nie trafialiśmy ani rzutów osobistych, ani za trzy punkty. W takiej dyspozycji nie mieliśmy szans na złapanie kontaktu z rywalem. Mecz od początku nie układał się po naszej myśli. Nie mogliśmy znaleźć sposobu na dobrą, agresywną grę Prokomu – relacjonuje szkoleniowiec białostoczan.

WYNIKI 14. KOLEJKI

Tur Bielsk Podlaski – Polonia 2011 Warszawa 84:80 (22:15, 17:23, 16:23, 29:19). Widzów: 300.

Tur: Kuczyński – 19, Rzepiejewski – 19, D. Byliniak – 18, Sinielnikow – 16, Kowalewicz – 9, Zalewski – 3, Kiluk – 0, R. Byliniak – 0, Ćwikowski – 0, Potrykus – 0.

Prokom II Sopot – Mispol Żubry Białystok 77:64 (14:16, 22:11, 19:12, 22:25). Widzów: 100.

Mispol Żubry: Kilian – 18, Wilczek – 14, Kujawa – 11, Kulikowski – 9, Krajewski – 5, Zabielski – 4, Brzozowski – 2, Chelis – 1, Monach – 0, Zadykowicz – 0.

Pierniki Toruń – KS Piaseczno 76:62, Harmattan Gniewkowo – ŻTS Nowy Dwór Gdański 94:68, Legia Warszawa – AZS Kutno 77:63, Novum Bydgoszcz – OSSM Sopot

TABELA
1. MISPOL ŻUBRY 14 25 1177:1013
2. Polonia 13 24 1136:966
3. Harmattan 14 23 1122:1044
4. Pierniki 14 23 1050:1006
5. Legia 13 22 970:845
6. Prokom II 14 22 1073:1061
7. TUR 14 20 1148:1182
8. Piaseczno 14 20 1094:1129
9. Kutno 14 19 1049:1095
10. Nowy Dwór Gd. 14 18 983:1040
11. Novum 14 18 1066:1152
12. Sopot 14 15 1005:1340

PROGRAM 15. KOLEJKI

3 lutego: Prokom II – Novum, Mispol Żubry – Legia, Kutno – Harmattan, Nowy Dwór Gdański – Pierniki, Piaseczno – Tur, Polonia – Sopot.

Autor artykułu: Sylwia Kowalczyk

Liga bez hetmańskich

January 26th, 2007


Siła złego na jednego. Jesteśmy w trakcie przenoszenia bazaru, a pieniędzy przeznaczonych na inwestycje ruszyć nie możemy, bo to oznaczałoby upadek klubu. Z wielkim żalem, ale musimy zrezygnować ze startu w lidze – informuje Kościuczyk. Read the rest of this entry »

Przyjaciele w ataku

January 26th, 2007


Matys miał półroczną przerwę w przygodzie z piłką. Teraz jako zawodnik Freskovity będzie chciał odbudować swoją formę. Przyjdzie mu o tyle łatwiej, że w tym samym zespole gra Żuberek, jego bliski kolega.

- Dzidek to świetny zawodnik i, można by rzec, przyjaciel. Jego obecność w drużynie na pewno jest pomocna. Ale nawet bez niego nie byłoby tak źle. Freskovita to młoda, fajna drużyna i szybko się zaaklimatyzowałem – przyznaje Matys.

Będzie wzmocnieniem

Były zawodnik Jagiellonii miał ostatnio trochę problemów ze zdrowiem i to głównie od tego, czy jest w pełni sprawny fizycznie, będzie zależeć jego przyszłość w trzecioligowej drużynie.

- Czas pokaże. Mam nadzieję, że kłopoty mam już ze sobą. Nie było łatwo. Myślałem nawet o tym, aby zakończyć karierę. Ale wciąż pojawiały się jakieś propozycje. A że nie chciałem nigdzie wyjeżdżać, postanowiłem spróbować tutaj – dodaje Matys.

W zespole Freskovity doszło do sporych zmian kadrowych. Drużynę opuścili Marek Gołębiewski i Tomasz Jakuszewski, który pomyślnie przeszedł testy w Lechu Poznań. Po stronie plusów jak na razie pojawili się: Artur Holewiński, Przemysław Kołłątaj i Matys. Cała trójka to doświadczeni piłkarze, którzy mogą pomóc klubowi dołączyć do ligowej czołówki.

- Piotrek Matys grał w wielu dobrych zespołach. Wierzę, że u nas odbuduje swoją formę. Solidnie podchodzi do swoich obowiązków. Zależy mu, aby przypomnieć się na podlaskich boiskach. Jeśli tylko zdrowie mu pozwoli, to sądzę, że będzie ogromnym wzmocnieniem dla naszej drużyny i świetnym partnerem dla Dzidka Żuberka – mówi Zajączkowski.

Mają szanse na sukces

- Z Piotrkiem znam się dość długo i to na pewno da korzyści na boisku, bo wiemy, co możemy razem zagrać. Jest wartościowym zawodnikiem. A czy teraz stworzymy superduet? To zależy od całej drużyny, bo jeśli będziemy dostawać dobre podania, będą też padały bramki – mówi Żuberek.

Matys nie czuje żadnego dyskomfortu, że będzie występował w trzeciej lidze, i jest przekonany, że już niedługo Freskovita może pokusić się o awans.

- Kiedy patrzę na treningi, widzę z jakim zaangażowaniem wszyscy podchodzą do swojej pracy, a do tego wezmę jeszcze pod uwagę dobry warsztat trenerski i prężne działania zarządu, to dochodzę do wniosku, że jest to solidna podstawa do tego, aby osiągnąć w niedalekiej przyszłości sportowy sukces – kończy Matys.

Autor artykułu: Konrad Sikora

Piją cały czas

January 26th, 2007


Gdyby mi Jacusia pozwoli wychowywać, to w dwa dni bym odtrzeźwiał – zapewniał nas wczoraj Tomasz S., ojciec dziesięciolatka, któremu babcia właśnie szuka rodziny zastępczej. Kiedy zaszliśmy do domu chłopca ojciec był kompletnie pijany.

Tutaj mieszkał

Stary, zaniedbany dom niedaleko huty Biaglass. W oknie wybita szyba, drzwi zamknięte na głucho. Dookoła zakłady, biura… To właśnie tutaj przez ostatnie lata mieszkał Jacek. Jego rodzice wynajmują tu pokój z kuchnią. Nie ma w nim toalety, woda z kranu wprawdzie płynie, ale zatkał się odpływ. Nie ma centralnego ogrzewania, a rodziców nie stać opał. Do pieca wrzucają to, co znajdą na śmietniku. Czasami są to deski, czasami guma. W ten sposób udaje się ogrzać tylko kuchnię. Dlatego od jesieni z pokoju praktycznie się nie korzysta.

- Lepiej nawet nie wspominać o warunkach w tym domu. Meble wprawdzie tam są, ale całość i tak wygląda jak pijacka melina – mówi osoba, która nieraz bywała w tym mieszkaniu.

W piciu nic nie przeszkadza

Właścicielka domu, który wynajmują rodzice Jacka, mieszka zaledwie trzydzieści, czterdzieści metrów dalej. O swoich lokatorach nie ma dobrego zdania.

- Ciągle zbiera się jakieś podejrzane towarzystwo i urządza libacje. A biedne dziecko na to wszystko patrzyło. Jacek nie powinien wracać do tego domu – mówi z przekonaniem kobieta.

Dodaje, że od trzech tygodni, od kiedy Tomasz przywiózł Iwonę, praktycznie nie wychodzą z domu. – Chyba jej nie chce wypuścić, bo boi się, że znowu mu gdzieś ucieknie – domyśla się sąsiadka. – Ale w piciu im nic nie przeszkadza. Od kiedy jest Iwona, to non stop piją. W środę do nich zajrzałam. Na stole jedna butelka wódki już zaczęta, obok dwie jeszcze nie ruszone. Skąd oni mają na to pieniądze? – zastanawia się.

Pozbierać się nie mogę

- Iwony nie ma od dwóch dni – zarzekał się wczoraj po południu Tomasz. – Sąsiadka kłamie, że ją widziała w środę. Skończyły się pieniądze i ta k… znowu gdzieś polazła. Dlatego ja tak piję od dwóch dni. Pozbierać się nie mogę – żalił się.

Język mu się plątał, dało się zauważyć, że rąk nie mył kilka dobrych dni, ubrania też dawno nie zmieniał.

- Ale Jacka to chciałbym wychowywać – bełkotał dalej. – Gdyby do mnie przyjechał, to normalnie, w dwa dni, bym się zmienił. A pieniądze na utrzymanie jakoś by się znalazły. Przecież zbieram puszki, mama by pomogła. Jackowi na pewno by mogła – mówił. – A koledzy, to kiedyś do mnie przychodzili. Teraz to już nikt nas nie odwiedza – przekonywał nas.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Dzieci w sieci

January 23rd, 2007


Podobne dzienniki mają ruszyć już w najbliższych miesiącach we wszystkich szkołach.

- Dyrektorzy dostali z urzędu marszałkowskiego oprogramowanie, w którym jest miejsce na elektroniczny kontakt z rodzicami. Do września będzie mogła go uruchomić każda nasza szkoła, ale oczywiście ostateczna decyzja należy do dyrekcji – mówi Jan Szczęsny, zastępca naczelnika wydziału edukacji. – Wiele placówek już od kilka lat prowadzi elektroniczne dzienniki i rodzice chętnie z nich korzystają. Sam, jako ojciec gimnazjalisty, sprawdzam postępy syna przez internet – przyznaje.

Rozmawiamy z rodzicami

- To bardzo prosty sposób komunikacji z opiekunami naszych uczniów – przyznaje Wiesława Andrukiewicz, dyrektorka gimnazjum nr 3 przy ul. Spacerowej. – Rodzicom, którzy mają dostęp do internetu udostępniamy specjalny kod PIN. Po wpisaniu go na naszej stronie internetowej, można sprawdzić oceny dziecka – wyjaśnia.

- Elektroniczny dziennik umożliwia także wirtualną rozmowę między szkołą a rodzicami. Mogą, na przykład pytać nauczycieli o zachowanie dziecka. Uwagi dotyczące ucznia piszą też pedagodzy – mówi Jerzy Kiszkiel, zastępca dyrektora IV LO. – Internetowe dzienniki mają tylko jedną wadę. Dla nauczycieli to dodatkowa praca.

Jesteśmy na bieżąco

Rodzice, którzy już korzystają z elektronicznego dziennika, chwalą sobie taką formę kontaktu.

- Często pracuję do późna i czasem nawet brakuje mi czasu, żeby pójść na wywiadówkę. A tak przynajmniej jestem na bieżąco z ocenami córki – podkreśla Beata Tarasiuk, której córka uczy się w gimnazjum przy Spacerowej.

- Zawsze chodzę na wywiadówki do szkoły moich dzieci, ale cieszę mogę też korzystać z elektronicznego dziennika. Zebrania rodziców organizowane są co trzy miesiące, a dzięki internetowi mogę sprawdzać postępy dzieci o wiele częściej. Przynajmniej raz w tygodniu loguję się na stronie internetowej szkoły – dodaje Jerzy Szyszko, którego dzieci chodzą do szkoły przy ul. Łagodnej.

Samym uczniom, których szkoły uruchomiły internetowe dzienniki, nie przeszkadza taka forma kontaktów.

- I tak by się dowiedzieli, gdyby coś było nie tak – podkreśla gimnazjalista ze szkoły przy ul. Pułaskiego.

Autor artykułu: Marta Gawina

Wielkie podglądanie

January 23rd, 2007


Ile kamer uda się zamontować już w tym roku, jeszcze do końca nie wiadomo. Może być ich nawet około dwudziestu – na ten cel jest aż 600 tysięcy złotych.

Monitoring w Białymstoku rozwija się z roku na rok. Pierwsze policyjne kamery pojawiły się w 2000 roku. Przez długi czas było ich zaledwie kilka w centrum miasta. Teraz na podglądzie jest niemal całe ścisłe centrum Białegostoku. Kamery zamontowane są też w innych punktach miasta. Jest ich dwadzieścia kilka.

Jakiś czas temu miasto zwróciło się do policji, aby wybrała trzydzieści miejsc, gdzie powinny zawisnąć nowe kamery. Już wiadomo, jakie zostały wytypowane.

- Kamery instalowane są w takich miejscach, aby jak najwięcej rejonu otaczającego mogły wychwycić. Wybiera się takie lokalizacje, gdzie jest duże zagrożenie przestępczością – mówi Tomasz Krupa z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.

I tak pod okiem kamery ma być plac przed filharmonią i rejon pomnika Sybiraków, sklep Opałek, Bulwary Kościałkowskiego w parku Planty, Rynek Sienny, plac przed marketem ABC, rejon lodowiska, stadionu i parku przy ul. 11 Listopada, a nawet osiedlowe ryneczki i różne skrzyżowania w mieście. Jedna z kamer ma też zawisnąć na Placu Uniwersyteckim i monitorować ulice Kalinowskiego i Liniarskiego.

Poza tym policjanci chcą, aby jedna z dwóch kamer zainstalowanych na rondzie Lussy, została przeniesiona na skrzyżowanie ulic Mickiewicza z Legionową. Tak aby monitorowany był plac przed Teatrem Węgierki i Pałacem Ślubów.

W budżecie miasta na ten rok na nowe kamery i ich instalację przeznaczono 600 tysięcy złotych. Ile uda się kupić i zamontować za to kamer, dopiero się okaże. – Zostanie ogłoszony przetarg – mówi Andrzej Ciechanowicz naczelnik Zarządu Dróg Miejskich.

Pozostałe kamery zawisną w wybranych miejscach w następnych latach.

Autor artykułu: Marta Romańczuk

Twarzą w twarz z mordercami

January 23rd, 2007


Siedemnastoletni Mateusz Skreczko został zamordowany, bo złożył zeznania obciążające miejscowych handlarzy narkotyków. Wczoraj na ławie oskarżonych zasiedli 24-letni Przemysław R. i o pięć lat młodszy Kamil L.

O Mateuszu było już głośno, zanim jeszcze odnaleziono jego ciało. Chłopak zaginął w październiku 2005 roku. Kilka miesięcy później TVN poświęcił tej sprawie jeden z programów “Pod napięciem”. Matka chłopca – Ewa Skreczko zarzuciła suwalskim policjantom, że “wystawili” syna gangsterom, nie utajniając jego personaliów i że na czas nie rozpoczęli poszukiwań. Zarzuty te nie zostały potwierdzone. Niedawno jednak, po interwencji matki, prokuratura raz jeszcze ma to przeanalizować.

Szczątki Mateusza znaleziono w kwietniu 2006 roku w zagajniku znajdujących się na obrzeżach Suwałk. Po trwającym kilka miesięcy śledztwie prokuratura uznała, że w zabójstwo zamieszanych jest kilka osób. Zarzuty udało się przedstawić jedynie Przemysławowi R., domniemanemu szefowi narkotykowego gangu oraz jednemu z “żołnierzy” – Kamilowi L. Dwaj inni pozostają nieznani.

Kamil L. miał wywabić Mateusza z domu. Zachętą była porcja marihuany. 17-latek, który już wcześniej nie stronił od narkotyków, został na siłę wepchnięty do samochodu i zawieziony do pobliskiego zagajnika. Zabójcy posługiwali się kijem bejsbolowym oraz młotkiem. Dokonali egzekucji, ciało wciągnęli w głąb zagajnika i przykryli gałęziami.

Przemysław R., który jest karany m.in. za handel narkotykami nie przyznał się wczoraj do winy. – Z tą sprawą nie ma nic wspólnego – stwierdził.

Kamil L. potwierdził natomiast swój udział w porwaniu Mateusza, ale nie w jego zabójstwie. Przyznał, że za tę “usługę” dostał od dilerów w prezencie telefon komórkowy Skreczki, jego bransoletkę i łańcuszek. Gangsterzy umorzyli mu też narkotykowe długi.

Autor artykułu: Tomasz Kubaszewski

Nauczyciel i literat

January 21st, 2007


Jan Kamiński pracuje w naszej szkole od 15 lat, jest autorem takich książek jak “Metafizyka prowincji”. Pomyślałam więc, że uczniowie mogliby poznać inną stronę działalności swojego nauczyciela – mówi Marta Białobrzewska, koordynator programu “Literacki Atlas Polski” w liceum społecznym przy ul. Fabrycznej.

“Atlas” to akcja Centrum Edukacji Obywatelskiej, prowadzona przez uczniów i nauczycieli, którzy opisują dziedzictwo literackie swojego regionu. Także Podlasie ma swoich literackich geografów. W liceum przy Fabrycznej jest 14 takich badaczy.
- My przeprowadzamy wywiad na temat pracy nauczycielskiej pana Kamińskiego, szukamy też informacji w kronikach szkolnych – mówią Gabriela Szymańska i Zosia Sieńko.

Uczniowie będą docierać też do znanych absolwentów szkoły, którzy byli uczniami Kamińskiego.

- Jestem uczestnikiem fakultetów literackich prowadzonych przez pana Kamińskiego, na jego zajęciach tworzy się specyficzna, twórcza atmosfera. Na pewno nie jest typowym nauczycielem, kiedyś, gdy pracował w III LO, był nawet ukarany za niesubordynację – opowiada Kuba Drozdowski.

- W projekcie jestem odpowiedzialny za fotografie, opisuję też czas, kiedy pan Jan przyjechał na Podlasie, m.in. pracował w teatrze, redagował pismo “Kartki”.

Marcel Wróblewski zajmuje się analizą twórczości Kamińskiego, koledzy przyznają, że czeka go ciężka praca.

- Szczególną uwagę poświęcam ostatniej książce “Kubajki”. Pan Kamiński w niekonwencjonalny sposób tworzy swoje opowieści, z których część powstała w Jaryłówce – mówi Marcel. Położona przy granicy Jaryłówka jest niezwykłym miejscem, w którym autor szuka spokoju i inspiracji. Uczniowie poświecą jej część swojej publikacji.

- To azyl pana Kamińskiego, gdzie można odnaleźć spokój, gdzie mieszają się kultury, gdzie ludzie są serdeczni – mówią.

- Chcemy pokazać Podlasie jako miejsce magiczne – dodaje ich nauczycielka.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Owsiana czeka

January 21st, 2007


Mieszkańcy Antoniuka apelowali już niemal wszędzie. Słali pisma do urzędników, wydeptali ścieżki do radnych.

- To prawda, że Owsiana to ulica osiedlowa, żaden główny trakt, ale te dziury, odpryskujący beton to lekka przesada. Samochód można sobie uszkodzić – denerwuje się Andrzej Tuchliński, mieszkaniec jednego z bloków przy Owsianej.

- Te bloki stoją tu już ładnych parę lat, a ulicę jak ktoś zrobił byle jak, tak byle jak jest do dziś – dodaje Maria Ruszczyk. – Jest wąsko. Dwa samochody ledwo mogą się minąć.

- Aż żal patrzeć, jak auta muszą jeździć po tych dziurach – mówi kolejny z mieszkańców osiedla. – Tu nie wystarczy zwykły remont. Trzeba wymienić całą nawierzchnię.

Będzie remont, ale…

W końcu skargi mieszkańców trafiły do urzędników. Prezydent w przyjętym w piątek budżecie zapisał modernizację ulicy Owsianej. Przy okazji wyremontowana zostanie także położona nieopodal, na osiedlu domków jednorodzinnych, ulica Ukośna.

Niestety, prace budowlane zaczną się najwcześniej na wiosnę przyszłego roku.

- Najpierw musimy przygotować niezbędną dokumentację. Bez niej nie możemy zacząć żadnych prac – wyjaśnia Janusz Ostrowski, naczelnik wydziału budownictwa i inwestycji w białostockim magistracie. – Pieniądze na ten cel już są w tegorocznym budżecie. W przyszłorocznym – będą na remont Owsianej.

Nie chcemy czekać!

Mieszkańcy nie kryją oburzenia taką decyzją urzędników.

- To aż całego roku potrzeba, żeby zrobić projekt osiedlowej uliczki? – mówią. – Żeby urzędnicy przejechali się tędy choć raz, to nie zwlekaliby z rozpoczęciem remontu. A my musimy po tej ulicy jeździć codziennie.

Naczelnik Ostrowski próbuje uspokoić nastroje. – Oprócz remontu samej nawierzchni, chcemy także położyć nową kanalizację i wodociągi – wyjaśnia.

Owsiana i Ukośna mają zostać poszerzone. Za rok pierwsza będzie mieć 6,5 m szerokości i nawierzchnię asfaltową. Druga – około 5 m szerokości i nawierzchnię z polbruku. Remont obu ulic będzie kosztować około 1,3 mln zł.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba