Już na długo przed tym, jak po raz pierwszy nazwisko Dobrzyńskiego pojawiło się wśród kandydatów na wojewodę podlaskiego, wiadomo było, że z obsadzeniem tego stanowiska Prawo i Sprawiedliwość będzie miało wiele kłopotów. Partia po wygraniu wyborów parlamentarnych borykała się z brakiem liderów. Pierwszy garnitur polityków zasiadł w ławach na Wiejskiej, wojewody trzeba było szukać wśród mniej znaczących działaczy.
Jurgiel kontra Putra
Do tego w walce o obsadzenie stanowiska wojewody zwarły się dwa stronnictwa PiS – jedno nazywane umownie grupą Krzysztofa Jurgiela, drugie – grupą Krzysztofa Putry. Walka nie polegała raczej na wystawianiu coraz to lepszych kandydatów, ale bardziej na blokowaniu tych, wystawionych przez konkurencję. Siły były wyrównane, dlatego nominacja wojewody podlaskiego była jedną z ostatnich w kraju. A i kandydaci nie byli orłami – w ocenie specjalnej ministerialnej komisji, żaden z nich nie nadawał się na urząd wojewody.
W końcu górą był Jurgiel – na fotelu wojewody umieścił Dobrzyńskiego, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Mimo że nie brakowało wątpliwości, co do jego kompetencji. Mimo że styl uprawiania przez niego polityki był wszystkim znany – słowa kompromis, współpraca i negocjacje w słowniku Dobrzyńskiego nie istnieją.
Niemiłe złego początki
Pierwszy popis Jan Dobrzyński dał w chwili, kiedy odwiedzili go białostoccy przedsiębiorcy. Przegnał ich z gabinetu, postraszył Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I taka była współpraca z biznesmenami przez cały rok – aż wiało chłodem.
Potem były kolejne wpadki – poróżnił się z prawosławnymi, choć z wystąpień przeciwko mniejszości znany był jeszcze jako radny. Z biznesmenami było coraz gorzej. Czarę goryczy przepełniło zablokowanie przez Dobrzyńskiego możliwości budowy centrum handlowego przy Jurowieckiej. Źle układała się współpraca z magistratem – część uchwał rady miejskiej była uchylana, bo wojewoda znajdował w nich uchybienia.
Pierwsze zapowiedzi końca kariery Dobrzyńskiego pojawiły się już jesienią ubiegłego roku, wraz z nominacją Jarosława Zielińskiego na stanowisko w MSWiA. Suwalski poseł, któremu dużo bliżej do Putry niż do Jurgiela, został wiceministrem odpowiedzialnym za pracę wojewodów.
- Koniec Dobrzyńskiego to już tylko kwestia czasu, trzeba jedynie znaleźć powód jego odwołania – mówili wtedy politycy PiS.
Okazją stała się ocena wojewodów. PiS wprowadziło zasadę, że przeprowadzana jest przez pół roku. W końcu premier zdecydował się na zmianę na Mazowszu, Warmii i Mazurach oraz Podlasiu.
Wiceminister Zieliński, który wczoraj przyjechał do Białegostoku, by podziękować Dobrzyńskiemu za jego roczną pracę, nie wymienił jednak żadnych konkretnych powodów zwolnienia go z pracy.
- Premier ma prawo do powoływania i odwoływania wojewodów, gdy uzna to za uzasadnione. Niektórzy ludzie są w pewnym okresie najlepsi, ale potem są inne czasy i potrzeba innych ludzi – wyjaśnienia Zielińskiego były raczej skąpe.
Niewiele więcej mówi Krzysztof Putra. – Dobro województwa jest sprawą nadrzędną. Nie będę komentował dotychczasowej pracy Dobrzyńskiego. Nie chcę komentować decyzji premiera, ale to na pewno najlepszy premier, jakiego mieliśmy od 1989 roku – przekonuje wicemarszałek Putra.
Lokalni działacze PiS są bardziej rozmowni. – Zaletą Dobrzyńskiego było to, że podejmował decyzje. Ale często najpierw decydował, a potem myślał. To się wielu osobom nie podobało. I to jest kolejny powód, oprócz oczywiście gry prowadzonej między tracącym wpływy Jurgielem a próbującym budować swoją siłę Putrą – mówi jeden z polityków PiS. Wybór Paszkowskiego, ocenia, to duży sukces Putry, a on potrzebuje sukcesów, po tym, jak jego partii nie udało się przejąć władzy w sejmiku. Sam marszałek o zwycięstwie nie mówi. – Bo PiS jest tylko jedno – zapewnia.
Wojewody nie żal
- Martwią tylko okoliczności jego odwołania, bo tu chodzi wyłącznie o konflikt w PiS. Tym razem to marszałek Putra potrzebował dla swojego środowiska sukcesu. Stąd nominacja Paszkowskiego. A co będzie, jeśli za rok Jurgiel znów będzie miał większe wpływy. Wtedy Paszkowski zostanie odwołany? I znów kolejny wojewoda przez rok będzie się wszystkiego uczył. Po Dobrzyńskim było ostatnio nawet widać, że idzie mu coraz lepiej, że zaczyna mieć kontakt z ludźmi – zastanawia się Robert Tyszkiewicz, poseł PO.
Marszałek województwa Janusz Krzyżewski nie chce komentować odwołania Dobrzyńskiego. Współpracował z nim przez ponad rok. – Chociaż trudno to nazwać współpracą, bo on nie za bardzo wie, co to znaczy “razem”. Mogę tylko powiedzieć, że razem mogliśmy wiele zrobić, nie zrobiliśmy nic – ocenia Krzyżewski.
Porażką współpracy na linii wojewoda – marszałek jest na pewno sprawa budowy lotniska. Porażką, do której rękę przyłożył wojewoda, jest też zablokowanie zagospodarowania terenów przy Jurowieckiej. O budowie galerii w tym miejscu myśli spółka sportowa Jagiellonia, inwestycji takiej nie wykluczają władze miasta, jednak wojewoda zatrzymał wszystkie plany budowy. Dlaczego? Tego właściwie do dziś nie wyjaśnił. To dlatego biznesmeni cieszą się z jego upadku.
- Na pewno wzniesiemy toast za nowego wojewodę. Oby lepszego. Za takiego, który będzie miał serce do przedsiębiorczości, który nie będzie nam odbierał siedziby, doprowadzi do powstania lotniska, będzie działał na rzecz rozwoju regionu. Myślę, że gdy odszedł hamulcowy, wiele spraw będzie można załatwiać szybciej i sprawniej, z lotniskiem na czele – mówi Lech Pilecki, szef Podlaskiego Klubu Biznesu.
Co z Dobrzyńskim?
Na razie wyrzucony wojewoda zamierza odpocząć na kilkutygodniowym urlopie. Minister Zieliński przewiduje jednak, że jeszcze nieraz pojawi się na publicznym stanowisku.
Może się to stać dużo szybciej, niż wszyscy się spodziewają. Nazwisko Dobrzyńskiego pojawiło się wczoraj wśród kandydatów na nowego prezesa Zakładu Energetycznego – były wojewoda już wczoraj miał odebrać wszystkie dokumenty potrzebne do startu w konkursie na prezesa.
Na www.poranny.pl fragmenty wideo z wczorajszej konferencji prasowej w urzędzie wojewódzkim .
Autor artykułu: Tomasz Żukowski