Lista nieprawidłowości, jakie ujawnił audyt jest bardzo długa. Już sam projekt wykonawczy budzi sporo kontrowersji. Po pierwsze dziwi to, że jego autorami są Jan Kabac i Grażyna Dąbrowska-Milewska, żona byłego kanclerza PB, który nadzorował wszystkie przetargi na uczelni (dostali za to ok. 200 tys. zł).
– Ich projekt był niby budowlany, ale generalnie dotyczy takich szczegółów, jak lokalizacje ławeczek, stołów do ping-ponga, a nawet kosza na piłki – mówi Ireneusz Mikucki, główny audytor w PB.
Najdroższy najlepszy?
Kontrola wykazała, że także przetarg na wykończenie hali i jej wyposażenie nie był przeprowadzony zgodnie z prawem. – Ustawa o zamówieniach publicznych dopuszcza trzy rodzaje przetargów: na roboty budowlane, usługi i dostawy. Nie można ich ze sobą łączyć. A w specyfikacji na budowę hali sportowej, pośród kilkuset stron, znalazła się kartka z listą wyposażenia studium w-f – relacjonuje Mikucki.
W przetargu wzięły udział trzy firmy. Najtańszą ofertę złożył Unibud, ale została odrzucona, bo nie zawierała pełnego wyposażenia siłowni. Warbud z kolei miał najdroższą ofertę na wyposażenie hali – 1 mln 200 tys. zł i wygrał. Po przeanalizowaniu dziesiątków faktur i innych dokumentów okazało się, że PB mogła zaoszczędzić 1 366 719 zł.
– Byłoby tak, gdyby przetargi były ogłaszane zgodnie z prawem, czyli oddzielnie na roboty budowlane, oddzielnie na wyposażenie. O tej rażącej niegospodarności wspólnie z rektorem zamierzamy powiadomić prokuraturę – zapowiada audytor.
Korupcja na uczelni?
„ W tym stanie rzeczy istnieje ryzyko występowania powiązań korupcyjnych obejmujących procesy inwestycyjne w PB” – zapisano we wnioskach z audytu. Skąd te ostre słowa? Powodów jest sporo. 29 lipca kilku pracowników Politechniki (m.in. Jan Kabac) spotkali się z przedstawicielami firmy Panorama (była podwykonawcą Warbudu odpowiedzialnym za wyposażenie hali) i zmienili rodzaj sprzętu, jaki miał trafić do studium w-f. Cena została jednak ta sama. W rezultacie na uczelnię nie trafił zamówiony w specyfikacji sprzęt na 114 tys. zł.
– Być może w zamian dostaliśmy coś innego, ale trudno to stwierdzić, bo nie ma żadnego bilansu, który porównywałby koszt sprzętu planowanego z tym, który dostaliśmy – mówi Mikucki.
Prof. Michał Bołtryk, poprzedni rektor PB, nie czuje się winny za ten bałagan. – Nie wierzę, że w zostało złamane prawo. Nad przetargiem pracowali przecież prawnicy, wszystko sprawdzali. Poza tym przetarg był rozstrzygany przez fachową komisję powołaną przez byłego kanclerza – mówi prof. Bołtryk. – A ja już nie kontrolowałem, jaki sprzęt trafił na uczelnię, bo wtedy na politechnice rządził już nowy rektor – dodaje.
Z kolei Mirosław Milewski, odwołany pod koniec grudnia kanclerz PB w ogóle nie chce komentować sprawy. – W piątek wystąpiłem z prośbą do obecnego rektora o wgląd w wyniki audytu. Dopóki nie zapoznam się z dokumentami, nie mogę odnieść się do zarzutów – ucina Milewski.
Autor artykułu: Joanna Dargiewicz